Internet poproszę
08/07/2008 – 17:24Jutro wyjeżdżam na działkę na bliżej nie określony czas i oczywiście zabieram ze sobą laptopa. Z początku miałem nadzieję, że uda mi się jakoś utrzymywać kontakt z blogosferą, Blipem, etc, ale niestety to była tylko nadzieja. Próbowałem na wiele sposobów “zabrać” internet ze sobą, ale żaden nie został zrealizowany. Nawet Chuck Norris nie pomoże - nie mam napędu do dyskietek.
- Na początku wpadłem na wręcz oczywisty pomysł - hotspoty w Szczytnie (to najbliższe miasto gdzie doszła cywilizacja w postaci internetu). Blipnąłem i otrzymałem odpowiedź. Były to hotspoty, ale dla Szczecina - to troszkę dalej. No cóż, udało mi się jednak znaleźć także dla Szczytna - aż… jedną sieć, na dodatek osiedlową. Trudno, szukamy dalej.
- Z pomocą przyszła sieć komórkowa - jedyną barierę stanowią wysokie ceny, jednak dla luksusu (internetu) można już to przecierpieć. Wszystko szło w jak najlepszym kierunku, dopóki nie zrozumieliśmy, że w takiej wsi jak nasza zasięgu prawie nie ma. Odpada.
- Korzystając z bycia w salonie GSM, ruszyłem po ofertę wszędzie reklamowanego “wspaniałego internetu 3G”. Nie raz słyszymy i widzimy, że na środku Oceanu Atlantyckiego mężczyzna z laptopem “grzebie” w internecie. Odpowiedź konsultanta? “Oczywiście będzie działał.” Jaka prawda? Mojej działki nie obejmuje plan “wspaniały internet 3G”. Już nie chciałem denerwować obsługi, czy pod Linuksem wszystko będzie śmigało. Znając życie, powiedzieliby, że pakiet biurowy nie jest wymagany.
- Pozostała tradycyjna Neostrada - TP jest wszechobecne. Co prawda mogą założyć mi internet, ale od razu umowa i inne bajery. Zresztą zanim dokopią kabel od najbliższego “słupka”, minie pół wakacji i może na powrót będę mógł mieć internet.
Po długiej walce zrezygnowałem z dostępu do internetu. W końcu to usługodawcy powinni zabiegać o klientów, a nie my o nich.
Chociaż czy nie lepiej w spokoju pojeździć na rowerze z dala od wszelkiej cywilizacji i znakowanych jajek od koguta? Czasem wolę oderwać się na pewien czas od sieci, aby po kilku tygodniach z radością uruchomić Blipa i zauważyć, że opcja “Zapamiętaj mnie” nadal nie działa… Ach te stare, dobre czasy ;)
A teraz, proszę, zapoznaj się z opcjami dostępnymi poniżej w ramce lub od razu przejdź do komentarzy.
Drukuj ten post
Podziel się z innymi:
Wyślij Trackback
Przejrzyj komentarze i dodaj własny
Śledź RSS komentarzy- Wykop wpis
Dodaj do OSnews.pl
Dodaj na flakera
Zapisz na delicious.com
Następny wpis: Kłopoty techniczne


Stary, jeśli to nie jest więcej niż 3-4 tygodnie to odpuść sobie. Najlepiej odpoczniesz totalnie odcięty od cywilizacji, internetu, rss’ów…blip’a. Zobaczysz.
Właśnie planuję być tam do końca lipca, ponieważ na samym początku sierpnia czeka mnie kolejny wyjazd - tym razem do Wielkiej Brytanii. Już nie raz wyjeżdżałem bez internetu i nadal żyję ;] Oczywiście jakieś filmy na laptopie obejrzę - a przynajmniej mam to w planach na długie, deszczowe wieczory…
Smutna prawda… i genialne zakończenie ;)
Rozumie się, że z Blipem? Dzięki ;)
A i owszem ;)
Co do tematu to fajnie jest czasami odpocząć od komputerów, na zieloną szkołę miałem brać laptopa - nie wziąłem -> nie żałuje ;) (zasięg z komórki też działał jak chciał)
Tylko czasem sam laptop jest przydatny - kiedy rok temu byłem na obozie w Londynie, komputer i filmy były jedyną rozrywką na długie wieczory (pomijając piwo i czipsy). Inaczej byśmy się cholernie nudzili i nie wiadomo co robili. A internet był używany tylko do komunikacji na linii my-rodzice, ponieważ bramka sms jest darmowa, a sms z komórki kosztuje > 1zł. A w końcu trzeba było zapytać się rodziców jaki alkohol im kupić jak będę wracał ;)
Bez komunikacji z rodziną urlop też jest udany, moim zdaniem nawet lepszy.
Coś wyznam, coś co na blipie zacząłbym od: #wstydliwe_wyznania…
Najbardziej, zarówno psychicznie jak i psychicznie, odpocząłem n-lat temu podczas kilkudniowych rekolekcji w seminarium duchownym. Zero komórek, zero telefonów, zero TV…i całej reszty cywilizacji…no może poza sztućcami do posiłków. Polecam, jeśli kogoś stać, 2-3 tygodniowe urlop organizowany przez zakon (bodajże kamedułów). Nie ważne w co się wierzy, nie trzeba się tam modlić. W zamian za jakąś tam opłatę dostajemy celę, wyżywienie, święty spokój (formuła milczenia). Wtedy się Naprawdę odpoczywa. :)
Chyba miało być “psychicznie jak i fizycznie”.
Na takim wyjeździe mieszkasz sam? I masz 3 dni podczas których jesteś w celi i nic nie robisz, czy można wyjść np do ogrodu? Prawie jak zakład karny… ;)
W sumie to jak jedzie się do rodziny angielskiej to też czasem jest formuła milczenia jeśli w ogóle angielskiego nie rozumiemy. Ja na szczęście nie będę jej miał.
Nadal czekam na sensowną ofertę bezprzewodowego internetu. Te co są… no cóż, tylko w mieście a w mieście i tak nie latam z laptopem.. i kółko się zamyka…
Co najgorsze, aby korzystać np z blueconnect wymagany jest Windows, z którego ja nie korzystam od ponad roku ;)